środa, 25 czerwca 2014

V ROZDZIAŁ ;>

Tak na rozluźnienie przed jutrzejszym dniem wstawiam kolejny rozdział. Miłego czytania moi wy sportowcy  <3 :P

- Muszę przyznać, że całkiem niezła z ciebie zawodniczka. I nie mam tutaj na myśli twoich zdolności. – mówiąc to praktycznie dotykał ustami płatka mojego ucha. Przeszedł mnie delikatny dreszcz, ale na szczęście szybko się otrząsnęłam.
- Możemy już mieć to za sobą. Tak się składa, że mi też się śpieszy.
- No okey. To może ty zaczniesz. No wiesz…dziewczyny mają pierwszeństwo. – powiedział puszczając mi oczko. Kiwnęłam tylko głową i ustawiłam się na linii. – Dalej Eva. Uda ci się. – podnosiłam się na duchu.
         Pierwszy w trafiony. Kolejny również. Następne trzy też. Niestety szóstego nie udało mi się wrzucić. – nie trudno było nie zauważyć chytrego uśmieszku u mojego przeciwnika. Całe szczęście, że kolejne cztery trafiłam.
- Czyli masz dziewięć na dziesięć. – podsumował.
- Teraz ty. – szybko powiedziałam i oddałam mu piłkę.
          Myślałam, że dostanę zawału. Wszystkie osiem bezbłędnie w trafił. Głośno odetchnęłam. Musiałam to wygrać. Jest!! Ósmy nie w trafiony. – Nie w traf. Nie w traf. – powtarzałam te słowa jak mantrę. Jeeee!!!!! Nie wrzucił. Czułam się, jak bym wygrała mistrzostwa.
- Kurwa!!- usłyszałam pełne złości przekleństwo z jego ust.- I z czego się cieszysz. Masz spokój tylko przez tydzień. Za to przez resztę twojego pobytu tutaj będziesz miała przesrane maleńka. – wysyczał zbliżając się do mnie. – Mam już pewne plany wobec ciebie i prędzej, czy później je zrealizuję. – szepnął mi do ucha poprawiając zwisający kosmyk włosów.
- Życzę powodzenia. – odpowiedziałam udając, że jego „groźba” wcale mnie nie ruszyła. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do drzwi. Jednak Chris mocno złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął gwałtownie do siebie. – Nie żartuję. – wymamrotał chrypliwym tonem rozluźniając uścisk na ręce. Następnie wyszedł zostawiając mnie wystraszoną na środku sali. – Cudownie Eva. Sama tego chciałaś. – pomyślałam.     
         Rano obudziłam się dosyć wcześnie. Nie chciałam spóźnić się na mój pierwszy trening. Po wykonaniu podstawowych zabiegów „toaletowych” wyszłam z domu. Byłam zadowolona, ponieważ wiedziałam o naszym zakładzie z  Chrisem. Caaały tydzień bez jego dogryzek. Wspaniale. Jak byłam na miejscu pod salą stali chłopacy i oczywiście Chris. Nawet na niego nie spojrzałam, choć czułam, że mi się przygląda. Ja jednak byłam skupiona na kimś innym. Austin stał oparty o drzwi wejściowe. Jest naprawdę przystojny. Widząc, że chcę wejść otworzył je i mnie wpuścił uśmiechając się. Ja bez zastanowienia odwzajemniłam gest. -Może nie będzie tutaj tak źle. – pomyślałam. Weszłam do szatni. Dziewczyny już tam były. Przywitały mnie i ruszyłyśmy na sale. Trener już czekał na nas. Zrobiłyśmy rozgrzewkę i rozpoczęłyśmy grę. Już zapomniałam jak bardzo kocham ten sport. Mogłabym grać w koszykówkę do końca życia. Nawet trener mnie pochwalił, że nie źle sobie radzę. Po dwugodzinnym graniu w końcu skończyliśmy. Byłam padnięta.- Musze zacząć trenować kondycje. – postanowiłam. Gdy się przebrałyśmy Erick zawołał nas jeszcze na chwilę. Na sali byli również chłopaki.
- Usiądźcie wszyscy na trybunach. – poprosił. – Mam dla was dobrą wiadomość. Otóż Olimpijski Ośrodek Sportowy organizuje za tydzień obóz. Podczas niego uczestnicy będą nabywać nowe umiejętności, szkolić się i takie tam. Jednak dostają się tam tylko dwie osoby: chłopak i dziewczyna, z każdego klubu. Postanowiłem, że przez ten tydzień będę obserwował was i żeby było mi łatwiej wybrać treningi zostaną połączone. Na obóz pojedzie ta para, która będzie najlepiej się dogadywała oraz, która jest jedną z najlepszych w swoim klubie. Pod koniec obozu są organizowane zawody, które będą polegały przede wszystkim na współpracy. Zwycięzcy wygrywają dziesięć tysięcy dolarów dla reprezentowanego klubu. Mam nadzieje, że uda nam się wygrać. W piątek powiem wam kogo wytypowałem. A do tego czasu dawajcie z siebie wszystko na treningach i współgrajcie ze sobą. Przypominam: każdy ma równe szanse. Mam nadzieje, że wszystko jasne. Możecie się rozejść.
         Po tych słowach wszyscy zaczęli dyskutować na temat tego, kto ma największe szanse na obóz. Ja postanowiłam jak najszybciej się ulotnić, więc ruszyłam do wyjścia. Wzięłam swoje rzeczy z szatni i wyszłam na parking. Słońce strasznie grzało.
- Może cię podwieźć? – usłyszałam nieśmiały głos.
- Oo.. Hej Austin. Yymm.. Jeśli to nie problem. – odpowiedziałam zadowolona. Austin otworzył drzwi od strony pasażera i skinął, żebym wsiadła. Ja się tylko uśmiechnęłam. Gdy usiadłam cały czas go obserwowałam. Wspomniałam już że ma nieziemski uśmiech. Niestety moją uwagę szybko zwróciło coś innego. Chris trzaskając drzwiami wyszedł z hali. Spojrzał na mnie a potem na Austina, który już miał wsiadać za kierownice. Niestety szybkim gestem ręki zawołał go do siebie. Chwile rozmawiali. Wydaje mi się, że Austin był trochę spięty. Z resztą nie dziwie się, bo Chris jest nieobliczalny. Jak już wsiadł do samochodu ruszył bez słowa, a „badboy” chytrze się uśmiechał pod nosem. Ciekawe o czym rozmawiali.
- Co chciał od ciebie?  -zapytałam.
- Yyy.. Nic.. To znaczy przypomniał mi, że jutro jest wcześniej trening.
- Yy..Ok. To wszystko w porządku?

- Tak. – odpowiedział szybko. Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy. Wysadził mnie i odjechał ze zmieszaną miną, nawet się nie żegnając. Jestem pewna, że to sprawka Chrisa. Musiał coś mu nagadać. O Boże. Nienawidzę go, nawet jak się do mnie nie odzywa. Ciekawe jakie kłamstwa o mnie wymyślił. Jednak teraz wolę nie zawracać sobie tym głowy. Muszę się skupić na treningu. Postanowiłam, że dziś pobiegam po parku, który wcześniej pokazywała mi Jess.- Może jakimś dziwnym cudem uda mi się do niego trafić.- zaśmiałam się pod nosem. Ale od czego są przechodnie. Zawsze mogę się zapytać o drogę. – pocieszałam się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz