- Muszę przyznać, że całkiem niezła z ciebie zawodniczka. I
nie mam tutaj na myśli twoich zdolności. – mówiąc to praktycznie dotykał ustami
płatka mojego ucha. Przeszedł mnie delikatny dreszcz, ale na szczęście szybko
się otrząsnęłam.
- Możemy już mieć to za sobą. Tak się składa, że mi też się
śpieszy.
- No okey. To może ty zaczniesz. No wiesz…dziewczyny mają
pierwszeństwo. – powiedział puszczając mi oczko. Kiwnęłam tylko głową i
ustawiłam się na linii. – Dalej Eva. Uda ci się. – podnosiłam się na duchu.
Pierwszy w
trafiony. Kolejny również. Następne trzy też. Niestety szóstego nie udało mi
się wrzucić. – nie trudno było nie zauważyć chytrego uśmieszku u mojego
przeciwnika. Całe szczęście, że kolejne cztery trafiłam.
- Czyli masz dziewięć na dziesięć. – podsumował.
- Teraz ty. – szybko powiedziałam i oddałam mu piłkę.
Myślałam, że dostanę zawału. Wszystkie osiem
bezbłędnie w trafił. Głośno odetchnęłam. Musiałam to wygrać. Jest!! Ósmy nie w trafiony.
– Nie w traf. Nie w traf. – powtarzałam te słowa jak mantrę. Jeeee!!!!! Nie
wrzucił. Czułam się, jak bym wygrała mistrzostwa.
- Kurwa!!- usłyszałam pełne złości przekleństwo z jego ust.-
I z czego się cieszysz. Masz spokój tylko przez tydzień. Za to przez resztę
twojego pobytu tutaj będziesz miała przesrane maleńka. – wysyczał zbliżając się
do mnie. – Mam już pewne plany wobec ciebie i prędzej, czy później je
zrealizuję. – szepnął mi do ucha poprawiając zwisający kosmyk włosów.
- Życzę powodzenia. – odpowiedziałam udając, że jego
„groźba” wcale mnie nie ruszyła. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do drzwi.
Jednak Chris mocno złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął gwałtownie do
siebie. – Nie żartuję. – wymamrotał chrypliwym tonem rozluźniając uścisk na
ręce. Następnie wyszedł zostawiając mnie wystraszoną na środku sali. – Cudownie
Eva. Sama tego chciałaś. – pomyślałam.
Rano obudziłam
się dosyć wcześnie. Nie chciałam spóźnić się na mój pierwszy trening. Po
wykonaniu podstawowych zabiegów „toaletowych” wyszłam z domu. Byłam zadowolona,
ponieważ wiedziałam o naszym zakładzie z
Chrisem. Caaały tydzień bez jego dogryzek. Wspaniale. Jak byłam na
miejscu pod salą stali chłopacy i oczywiście Chris. Nawet na niego nie
spojrzałam, choć czułam, że mi się przygląda. Ja jednak byłam skupiona na kimś
innym. Austin stał oparty o drzwi wejściowe. Jest naprawdę przystojny. Widząc,
że chcę wejść otworzył je i mnie wpuścił uśmiechając się. Ja bez zastanowienia
odwzajemniłam gest. -Może nie będzie tutaj tak źle. – pomyślałam. Weszłam do
szatni. Dziewczyny już tam były. Przywitały mnie i ruszyłyśmy na sale. Trener
już czekał na nas. Zrobiłyśmy rozgrzewkę i rozpoczęłyśmy grę. Już zapomniałam
jak bardzo kocham ten sport. Mogłabym grać w koszykówkę do końca życia. Nawet
trener mnie pochwalił, że nie źle sobie radzę. Po dwugodzinnym graniu w końcu skończyliśmy.
Byłam padnięta.- Musze zacząć trenować kondycje. – postanowiłam. Gdy się
przebrałyśmy Erick zawołał nas jeszcze na chwilę. Na sali byli również
chłopaki.
- Usiądźcie wszyscy na trybunach. – poprosił. – Mam dla was
dobrą wiadomość. Otóż Olimpijski Ośrodek Sportowy organizuje za tydzień obóz.
Podczas niego uczestnicy będą nabywać nowe umiejętności, szkolić się i takie
tam. Jednak dostają się tam tylko dwie osoby: chłopak i dziewczyna, z każdego
klubu. Postanowiłem, że przez ten tydzień będę obserwował was i żeby było mi
łatwiej wybrać treningi zostaną połączone. Na obóz pojedzie ta para, która
będzie najlepiej się dogadywała oraz, która jest jedną z najlepszych w swoim
klubie. Pod koniec obozu są organizowane zawody, które będą polegały przede
wszystkim na współpracy. Zwycięzcy wygrywają dziesięć tysięcy dolarów dla
reprezentowanego klubu. Mam nadzieje, że uda nam się wygrać. W piątek powiem
wam kogo wytypowałem. A do tego czasu dawajcie z siebie wszystko na treningach
i współgrajcie ze sobą. Przypominam: każdy ma równe szanse. Mam nadzieje, że wszystko
jasne. Możecie się rozejść.
Po tych
słowach wszyscy zaczęli dyskutować na temat tego, kto ma największe szanse na
obóz. Ja postanowiłam jak najszybciej się ulotnić, więc ruszyłam do wyjścia.
Wzięłam swoje rzeczy z szatni i wyszłam na parking. Słońce strasznie grzało.
- Może cię podwieźć? – usłyszałam nieśmiały głos.
- Oo.. Hej Austin. Yymm.. Jeśli to nie problem. –
odpowiedziałam zadowolona. Austin otworzył drzwi od strony pasażera i skinął,
żebym wsiadła. Ja się tylko uśmiechnęłam. Gdy usiadłam cały czas go
obserwowałam. Wspomniałam już że ma nieziemski uśmiech. Niestety moją uwagę
szybko zwróciło coś innego. Chris trzaskając drzwiami wyszedł z hali. Spojrzał
na mnie a potem na Austina, który już miał wsiadać za kierownice. Niestety
szybkim gestem ręki zawołał go do siebie. Chwile rozmawiali. Wydaje mi się, że
Austin był trochę spięty. Z resztą nie dziwie się, bo Chris jest nieobliczalny.
Jak już wsiadł do samochodu ruszył bez słowa, a „badboy” chytrze się uśmiechał
pod nosem. Ciekawe o czym rozmawiali.
- Co chciał od ciebie?
-zapytałam.
- Yyy.. Nic.. To znaczy przypomniał mi, że jutro jest wcześniej
trening.
- Yy..Ok. To wszystko w porządku?
- Tak. – odpowiedział szybko. Przez resztę drogi nie
rozmawialiśmy. Wysadził mnie i odjechał ze zmieszaną miną, nawet się nie
żegnając. Jestem pewna, że to sprawka Chrisa. Musiał coś mu nagadać. O Boże.
Nienawidzę go, nawet jak się do mnie nie odzywa. Ciekawe jakie kłamstwa o mnie
wymyślił. Jednak teraz wolę nie zawracać sobie tym głowy. Muszę się skupić na
treningu. Postanowiłam, że dziś pobiegam po parku, który wcześniej pokazywała
mi Jess.- Może jakimś dziwnym cudem uda mi się do niego trafić.- zaśmiałam się
pod nosem. Ale od czego są przechodnie. Zawsze mogę się zapytać o drogę. –
pocieszałam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz