wtorek, 24 czerwca 2014

ROZDZIAŁ IV !!!

Juuu huuu!!! Coraz więcej wyświetleń <3 Oby tak dalej moje czytelniczki :* Miłej lekturki... ^^
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Czy to nie czasem laska trenera? – powiedział zadziornie. Szczerze to nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc postanowiłam nic nie mówić. On oczywiście ciągnął dalej.
- No nie wiem, czy twój kochaś będzie zadowolony, jak mu powiem, że się sama włóczysz wieczorem po sali i na dodatek mnie podglądasz.
- Po pierwsze, to mam ciekawsze zajęcia od patrzenia na ciebie, jak kaleczysz ten sport. A po drugie, to mój wujek, więc daruj sobie te dogryzki. – powiedziałam ostro.
-  Nie no naprawdę. Nie domyśliłem się. – czułam jak te słowa przeciekają sarkazmem. – A co do sportu… to ty akurat masz najmniej do gadania. To że jesteś w drużynie, bo twój wujaszek jest trenerem nie oznacza, że potrafisz grać. A zresztą, o czym my mówimy. Jestem pewny, że nawet nie potrafisz porządnie kozłować piłki. – dodał kpiąco. Czułam jak mi się krew gotuje. Tego już było za dużo! Wiedziałam, że chce mnie sprowokować. I udało mu się.
- I kto to mówi. Widziałam jak grasz i szczerze tego żałuje. Nawet nie wiesz co oznacza słowo „podanie” lub „asysta”. A o dryblowaniu piłką już nie wspominam.
- Skoro sadzisz, że nie potrafię grać, to się zmierzmy. Wtedy się okaże, kto tak na prawdę jest lepszy. – można było wyczuć jego pewność siebie na kilometr. Jednak wiedziałam, że dawno nie grałam, więc sama nie wiedziałam, czy przyjąć wyzwanie.
- Ha ha. Chyba ktoś tu nie jest już taki pewny siebie. Wiedziałem, że jesteś dobra tylko w gadaniu.
- Nie. Po prostu zastanawiam się, czy będę miała jakieś korzyści jak cię pokonam. – szybko zripostowałam.
- To zależy jakie masz na myśli. – powiedział nico ciszej podchodząc do mnie.
- Na pewno nie te co ty. – odpowiedziałam sflustrowana, po czym się odsunęłam.
- Już nie udawaj takiej niedostępnej…. To jak? Zakładamy się?
- Nie wiem czemu, ale jakoś mi się ode chciało…
- Tak. Po prostu nie umiesz w trafić do kosza i tyle.- zaśmiał się.
- Dobra. Ale jeśli wygram to się odczepisz ode mnie.
- Czyli co?
- No nie będziesz do mnie mówił, zaczepiał i takie tam. – wyjaśniłam.
- Nooo…ok. Ale jeśli ja wygram to… przez miesiąc będziesz robiła, to co będę chciał. – uśmiechnął się znacząco.
- Chyba w twoich snach.
- To samo mogę ja powiedzieć o twoim żądaniu… No to umówmy się, że jak ja wygram to tylko przez jeden dzień będziesz spełniała moje zachcianki, a jak ty, to na przykład przez…tydzień będę ciebie  „ignorował”.
- Yhh. No dobra. To co robimy? Może rzuty za trzy?
-  Dziesięć na dziesięć? Ok.
- Ej.. Ale najpierw musze się rozgrzać. No wiesz…ty byłeś już wcześniej na sali. – wyjaśniłam.
 - No dobrze. Tylko się streszczaj.  Nie mam całej nocy. – dodał teatralnie patrząc na zegarek na nadgarstku.

- Boże czemu? Powiedz czemu? – pytałam sama siebie w myślach. Chris rzucił mi piłkę, po czym ruszył na trybuny, z których śledził każdy mój ruch. Czułam, jak jego wzrok błądzi po mim ciele, zatrzymując się dłużej na pupie i piersiach. Co za cham. Wolałam jednak nie zwracać na to uwagi. Próbowałam skupić się na piłce. – Boże jak ja dawno nie miałam jej w ręku. – pomyślałam. Stopniowo przyspieszałam dryblowanie. Na szczęście nie zapomniałam wszystkiego. W końcu przyszedł czas na mój pierwszy rzut od około pięciu lat. Niestety piłka odbiła się od tablicy. Chris nie ułatwił mi zadanie, gdyż ani przez moment nie spuszczał ze mnie oczu. Gdy rzuciłam jeszcze z sześć nie udanych prób w końcu w trafiłam. Udało mi się jeszcze kolejne osiem razy. Widziałam, jak badboy’owi rzędnie mina. Dzięki temu  czułam się pewniej. Chyba już byłam gotowa. Ku mojemu zdziwieniu nie byłam taka zła, jak myślałam. Właściwie to nic się nie zmieniło. O tyle tylko, że byłam wyższa niż pięć lat temu. Spojrzałam znacząco na Chrisa, który śledził zdumiony, jak kolejna piłka wpada bez szelestnie do kosza. Pewnym krokiem zszedł z trybun i podszedł do mnie na niebezpiecznie bliską odległość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz