- Jeszcze tylko jedna rzecz i będę gotowa. – mówiłam sama do
siebie przełykając głośno ślinę. Przez moje ciało przeszło nieprzyjemne uczucie
bezsilności. Już sama nie wiedziałam, czy dobrze robię. Wzrokiem odszukałam
„zguby”. Mój portfel leżał tam gdzie zwykle. Schowałam go do plecaka i
odetchnęłam lekko przymykając oczy. -Albo teraz, albo nigdy. Przestań w końcu przejmować się innymi i zrób coś dla
siebie. Chyba nie będziesz całe życie żyć w strachu?! – słowa mojej kuzynki
Jessi ponownie pojawiły się w mojej głowie. Miała rację, ale czy mama sobie
beze mnie poradzi? Czy nie robię źle zostawiając ją .…. Mój monolog wewnętrzny przerwał dzwonek
telefonu. No tak. Jessi musiała się upewnić, czy nie spękałam.
- Jesteś już gotowa? Za pół godziny masz samolot. Przyjadę
po ciebie na lotnisko. Tylko proszę cię… zrób to. Nie dla mnie, tylko dla
siebie. Rozumiesz?
- Tak. Tylko już sama nie wiem. Przecież ona beze mnie długo
tak nie pociągnie. No i będzie się
martwić. Karteczka, którą napisałam nic nie wyjaśnia. A jak pomyśli, że ktoś
mnie uprowadził. Zadzwoni na policje i dopiero będę miała przesrane .
- Nie no.. ty tak na serio? Po pierwsze to ona zauważy twoje
„zniknięcie” dopiero jak nie będzie miała za co zapłacić rachunków. A po
drugie, to raczej twoje mama potrafi zrozumieć napis: „ Wyjechałam do USA, nie
wrócę i nie szukajcie mnie. Eva”
- No dobrze… A co jeżeli nie ułoży mi się w LA? Dokąd wrócę?
Przecież nie mam domu.– w tym momencie głos mi się lekko załamał.
- Kochana. Pamiętaj, że teraz będziesz miała mnie. A poza
tym na pewno wyrwiesz sobie jakiegoś przystojniaka, który nie pozwoli ci uciec.
- Ty jak zwykle tylko o jednym. Niestety, jak już wcześniej
mówiłam teraz chcę się skupić tylko na koszykówce i ewentualnie jakiejś
dodatkowej pracy. Jak już mam zacząć wszystko od nowa to tak, jak ja chcę.-
powiedział dosyć twardo.
- I to mi się podoba. Właśnie taka masz być, gdy cię
przywitam na lotnisku. Twarda i pewna siebie. Ja już musze kończyć. Chce trochę
ogarnąć dom przed twoim przyjazdem.
- No ok. Ja też już lecę, bo się spóźnię na samolot.
- To do zobaczenia i miłego lotu skarbie.
- Dziękuję.. dziękuję za wszystko Jess. Jesteś najlepsza.
Pa.
No to już nie
mam odwrotu. Nałożyłam kurtkę, chwyciłam mocno torbę i zarzuciłam plecak. W
końcu zacznę normalnie żyć.
Wyszłam z
domu, uprzednio zostawiając pożegnalny „list” na moim biurku. Na szczęście
wszyscy jeszcze spali po wczorajszej libacji. Owinęłam się szczelniej szalikiem
i czekałam na wcześniej zamówioną taksówkę. Dopiero teraz od niepamiętnych
czasów poczułam się szczęśliwa, choć uczucie niepewności mnie nie opuściło.
Parę minut później byłam już na lotnisku. Teraz nie było odwrotu. Wsiadając na
pokład samolotu nie pewnie się odwróciłam. Wiedziałam, że już więcej tu nie
wrócę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz