poniedziałek, 23 czerwca 2014

PIERWSZA CZYTELNICZKA !!!!! *O*

Nie chcę się chwalić, ale mam już pierwszą czytelniczkę (tak, mówię o tobie Nikoluś) <3 Specjalnie dla Ciebie                            III ROZDZIAŁ!!!!!! xD

        Rano obudziłam się o dziwo wypoczęta. Jess przywitała mnie pysznym śniadaniem, co sprawiło, że od początku dnia miałam dobry humor. Potem udałyśmy się według planu na zwiedzanie LA. Tu jest tak pięknie. No i ta pogoda. Po prostu marzenie! Moja kochana kuzynka pokazała mi parę miejsc, gdzie będę mogła nadrobić moje zaległości z koszykówki i zaproponowała trasy do biegania, żebym mogła popracować nad kondycją. Gdy wszystko już zwiedziłyśmy, udałyśmy się do kawiarenki, gdzie już czekały  na nas dziewczyny z drużyny. Muszę przyznać, że są naprawdę fajne. Najlepiej się dogadywałam z Annom. Ogólnie dziewczyny przyjęły mnie bardzo ciepło, z czego się bardzo cieszę. Oczywiście nie obyło się bez plotkowania na temat chłopaków. Niestety według wszystkich dziewczyn Chris to jakieś bóstwo. Postanowiłam się w tej sprawie nie wychylać. Może on nie jest taki straszny jak mi się wydaje. No nic. Po spotkaniu udałyśmy się prosto do domu, ponieważ było już grubo po dwudziestej pierwszej. A od rana zaplanowałyśmy już wspólne zakupy.
         Razem z Jess wstałyśmy o ósmej rano, ponieważ musiała się jeszcze spakować, bo dziś w nocy miała samolot do Waszyngtonu. Nie wiem jak ja sobie bez niej poradzę. Ale wolałam już jej tym nie zawracać głowy, gdyż miała wystarczająco dużo własnych problemów. Tym razem to ja przygotowałam nam śniadanie. Gdy je zjadłyśmy udałyśmy się na podbój sklepów. Tyle zakupów chyba jeszcze nigdy w życiu nie zrobiłam. Trochę było mi niezręcznie, bo Jess za wszystko płaciła. Jednak nie dała mi się sprzeciwić, ponieważ groziła, że sama wybierze mi ciuchy i tak, czy tak mi je kupi. Wyjaśniła, że wynagrodzę to jej prowadząc naszą drużynę do zwycięstwa. Ona jest taka kochana. Wzajemnie pomagałyśmy sobie w wyborze odpowiednich ubrań i butów. O siedemnastej postanowiłyśmy już wracać. Całe obłożone torbami ledwo doczłapałyśmy do drzwi domu. Gdy wszystko rozpakowałyśmy pomogłam Jess się przygotować do wyjazdu. Nie zajęło nam to zbyt wiele czasu, więc postanowiłyśmy udać się na sale sportową. Jess koniecznie chciała zobaczyć jak gram. Szczerze mówiąc, to się trochę obawiałam tego, ponieważ od pięciu lat nie miałam piłki do koszykówki w ręku. Jednak wolałam teraz się zbłaźnić niż przed cała drużyną i trenerem. Przebrałyśmy się w coś wygodniejszego i pojechałyśmy na znany mi już parking. Jak wysiadłyśmy zadzwonił telefom Jess.
- Hallo?... Ale jak to?... Dobrze. Rozumiem. Dziękuję za wiadomość. – i się rozłączyła.
- Co się stało? – zapytałam zaciekawiona.
- Są zmiany w terminie odlotu samolotu. Żeby zdążyć muszę już jechać na lotnisko, więc chyba nici z naszej gry. Chociaż jak chcesz, to możesz sobie poćwiczyć przed jutrzejszym treningiem sama, a mój tata najwyżej później po ciebie podjedzie.
- No a ty? Może jednak pojadę z tobą na lotnisko? Przecież musimy się pożegnać.
- Możemy się tutaj pożegnać kochana. I spokojnie. Myślę, że sama trafię na lotnisko. – wyjaśniła śmiejąc się.- Proszę. Masz tutaj klucze od hali.
- Yyy.. No dobrze. Skoro tak chcesz. To miłej podróży. Będę tęsknić. – powiedziałam przytulając ją.
- Dziękuję. Też będę tęsknić. Oo! Zapomniała bym. Wcześniej wspominałaś, że chcesz pracować, więc załatwiłam ci etat w bibliotece miejskiej. W domu na lodówce wisi kartka z numerem twojego nowego szefa. Wystarczy, że zadzwonisz i umówisz się na pierwszy dzień pracy.
- Boże! Jess.. Nie wiem jak tobie dziękować. Jesteś najlepsza.
- Wiem, wiem.. Ale muszę już lecieć, bo jeszcze musze się z tata pożegnać. Trzymaj się kochana. I dzwoń.
- Oczywiście. Masz to jak w banku. – po tych słowach Jess zniknęła za kierownicą i odjechała.
- Więc Eva. Zostałaś teraz sama. – pomyślałam lekko przygnębiona.

         Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi wejściowych. Czułam się dziwnie wiedząc, że zostałam sama z tym wszystkim. Choć z drugiej strony od śmierci taty byłam zdana tylko na siebie i jakoś dałam sobie radę, więc….teraz nie powinno być inaczej. Z zamyślenia wyrwały mnie odgłosy odbijającej się piłki do koszykówki. Zdziwiona zajrzałam na sale. No super. Chris. Tylko go teraz brakowało. – Ale zaraz. Skoro ja mam klucze do hali, to jak on się tutaj dostał? – już sama nie wiedziałam co mam myśleć. Nie wydaje mi się, żeby mógł się włamać. No ale przecież to BADBOY, więc to w jego stylu. Wracając do mojej dzisiejsze próby gry, to chyba ją sobie odpuszczę. Ostrożnie wycofałam się i … -BUMM!! – kosz, który stał pod ścianą wywrócił się z impetem. – Ale ze mnie niezdara. Nawet głuchy pewnie by usłyszał. – pomyślałam niezadowolona. Tak jak się spodziewałam, usłyszałam kroki zbliżające się do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz