Nie chcę się chwalić, ale mam już pierwszą czytelniczkę (tak, mówię o tobie Nikoluś) <3 Specjalnie dla Ciebie III ROZDZIAŁ!!!!!! xD
Rano obudziłam się o dziwo wypoczęta. Jess przywitała mnie
pysznym śniadaniem, co sprawiło, że od początku dnia miałam dobry humor. Potem
udałyśmy się według planu na zwiedzanie LA. Tu jest tak pięknie. No i ta
pogoda. Po prostu marzenie! Moja kochana kuzynka pokazała mi parę miejsc, gdzie
będę mogła nadrobić moje zaległości z koszykówki i zaproponowała trasy do
biegania, żebym mogła popracować nad kondycją. Gdy wszystko już zwiedziłyśmy,
udałyśmy się do kawiarenki, gdzie już czekały
na nas dziewczyny z drużyny. Muszę przyznać, że są naprawdę fajne.
Najlepiej się dogadywałam z Annom. Ogólnie dziewczyny przyjęły mnie bardzo
ciepło, z czego się bardzo cieszę. Oczywiście nie obyło się bez plotkowania na
temat chłopaków. Niestety według wszystkich dziewczyn Chris to jakieś bóstwo.
Postanowiłam się w tej sprawie nie wychylać. Może on nie jest taki straszny jak
mi się wydaje. No nic. Po spotkaniu udałyśmy się prosto do domu, ponieważ było
już grubo po dwudziestej pierwszej. A od rana zaplanowałyśmy już wspólne
zakupy.
Razem z Jess
wstałyśmy o ósmej rano, ponieważ musiała się jeszcze spakować, bo dziś w nocy
miała samolot do Waszyngtonu. Nie wiem jak ja sobie bez niej poradzę. Ale
wolałam już jej tym nie zawracać głowy, gdyż miała wystarczająco dużo własnych
problemów. Tym razem to ja przygotowałam nam śniadanie. Gdy je zjadłyśmy
udałyśmy się na podbój sklepów. Tyle zakupów chyba jeszcze nigdy w życiu nie
zrobiłam. Trochę było mi niezręcznie, bo Jess za wszystko płaciła. Jednak nie
dała mi się sprzeciwić, ponieważ groziła, że sama wybierze mi ciuchy i tak, czy
tak mi je kupi. Wyjaśniła, że wynagrodzę to jej prowadząc naszą drużynę do
zwycięstwa. Ona jest taka kochana. Wzajemnie pomagałyśmy sobie w wyborze
odpowiednich ubrań i butów. O siedemnastej postanowiłyśmy już wracać. Całe
obłożone torbami ledwo doczłapałyśmy do drzwi domu. Gdy wszystko rozpakowałyśmy
pomogłam Jess się przygotować do wyjazdu. Nie zajęło nam to zbyt wiele czasu,
więc postanowiłyśmy udać się na sale sportową. Jess koniecznie chciała zobaczyć
jak gram. Szczerze mówiąc, to się trochę obawiałam tego, ponieważ od pięciu lat
nie miałam piłki do koszykówki w ręku. Jednak wolałam teraz się zbłaźnić niż
przed cała drużyną i trenerem. Przebrałyśmy się w coś wygodniejszego i
pojechałyśmy na znany mi już parking. Jak wysiadłyśmy zadzwonił telefom Jess.
- Hallo?... Ale jak to?... Dobrze. Rozumiem. Dziękuję za
wiadomość. – i się rozłączyła.
- Co się stało? – zapytałam zaciekawiona.
- Są zmiany w terminie odlotu samolotu. Żeby zdążyć muszę
już jechać na lotnisko, więc chyba nici z naszej gry. Chociaż jak chcesz, to
możesz sobie poćwiczyć przed jutrzejszym treningiem sama, a mój tata najwyżej
później po ciebie podjedzie.
- No a ty? Może jednak pojadę z tobą na lotnisko? Przecież
musimy się pożegnać.
- Możemy się tutaj pożegnać kochana. I spokojnie. Myślę, że
sama trafię na lotnisko. – wyjaśniła śmiejąc się.- Proszę. Masz tutaj klucze od
hali.
- Yyy.. No dobrze. Skoro tak chcesz. To miłej podróży. Będę
tęsknić. – powiedziałam przytulając ją.
- Dziękuję. Też będę tęsknić. Oo! Zapomniała bym. Wcześniej
wspominałaś, że chcesz pracować, więc załatwiłam ci etat w bibliotece
miejskiej. W domu na lodówce wisi kartka z numerem twojego nowego szefa.
Wystarczy, że zadzwonisz i umówisz się na pierwszy dzień pracy.
- Boże! Jess.. Nie wiem jak tobie dziękować. Jesteś
najlepsza.
- Wiem, wiem.. Ale muszę już lecieć, bo jeszcze musze się z
tata pożegnać. Trzymaj się kochana. I dzwoń.
- Oczywiście. Masz to jak w banku. – po tych słowach Jess
zniknęła za kierownicą i odjechała.
- Więc Eva. Zostałaś teraz sama. – pomyślałam lekko
przygnębiona.
Powolnym
krokiem ruszyłam do drzwi wejściowych. Czułam się dziwnie wiedząc, że zostałam
sama z tym wszystkim. Choć z drugiej strony od śmierci taty byłam zdana tylko
na siebie i jakoś dałam sobie radę, więc….teraz nie powinno być inaczej. Z
zamyślenia wyrwały mnie odgłosy odbijającej się piłki do koszykówki. Zdziwiona
zajrzałam na sale. No super. Chris. Tylko go teraz brakowało. – Ale zaraz.
Skoro ja mam klucze do hali, to jak on się tutaj dostał? – już sama nie
wiedziałam co mam myśleć. Nie wydaje mi się, żeby mógł się włamać. No ale
przecież to BADBOY, więc to w jego stylu. Wracając do mojej dzisiejsze próby
gry, to chyba ją sobie odpuszczę. Ostrożnie wycofałam się i … -BUMM!! – kosz,
który stał pod ścianą wywrócił się z impetem. – Ale ze mnie niezdara. Nawet
głuchy pewnie by usłyszał. – pomyślałam niezadowolona. Tak jak się
spodziewałam, usłyszałam kroki zbliżające się do mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz