Pokahontas
niedziela, 3 kwietnia 2016
Zmiany
W końcu znalazłam swojego starego bloga! Nie wierzę. Haha, jaka ja byłam...dziwna. Ale pamiątka jest, a co ważniejsze postanowiłam go kontynułować! Oczywiście trochę zmienie tematyke postów i wygląd bloga. Sama nie wiem jeszcze jak, ale radykalne zmiany na pewną będą. Przez te dwa lata zdązyło się dużo zmienić, ja się zdążyłam zmienić (jestem m.in. pełnoletnia) i nie wyobrażam sobie kontynułować moich fantazji związanych z niejakim Chrisem Brownem. Hahha, na samą myśl się śmieję. Ahh...co to były za czasy. Jednak na dziś to już chyba wystarczy tego wspominania (czeka mnie romantyczny wieczór z niemieckim), więc krótko sie pożegnam: "Cześć" i do następnego! :D
Zmiany
W końcu znalazłam swojego starego bloga! Nie wierzę. Haha, jaka ja byłam...dziwna. Ale pamiątka jest, a co ważniejsze postanowiłam go kontynułować! Oczywiście trochę zmienie tematyke postów i wygląd bloga. Sama nie wiem jeszcze jak, ale radykalne zmiany na pewną będą. Przez te dwa lata zdązyło się dużo zmienić, ja się zdążyłam zmienić (jestem m.in. pełnoletnia) i nie wyobrażam sobie kontynułować moich fantazji związanych z niejakim Chrisem Brownem. Hahha, na samą myśl się śmieję. Ahh...co to były za czasy. Jednak na dziś to już chyba wystarczy tego wspominania (czeka mnie romantyczny wieczór z niemieckim), więc krótko sie pożegnam: "Cześć" i do następnego! :D
sobota, 5 lipca 2014
ROZDZIAŁ VII :)
- A teraz się boisz? – nie byłam w stanie nic odpowiedzieć.
Wiedząc, że nie uzyska odpowiedzi przycisnął mnie jeszcze mocniej. Przez moment
nie mogłam oddychać. Czuł mój narastający strach. I chyba właśnie to go jarało.
Jednak nie chciałam dać mu tej satysfakcji.
- Nie. – powiedziałam. Moje serce zaczęło jeszcze szybciej
bić. Wiedziałam, że go tym wkurzę.
- Na pewno? – warknął mi do ucha, po czym ścisnął moje
nadgarstki tak mocno, że aż się ugięłam z bólu.
- Chris przestań….. To boli.. – wydukałam błagalnym tonem. On
jednak nie przestawał.
- Podoba ci się? Co? – szeptał mi do ucha przygryzając je
dość mocno. Nie wytrzymała już. Z oczu popłynęły mi łzy.
- Chris.. proszę przestań. Boję się ciebie. Cholernie się
ciebie boje. Rozumiesz?
Jego uścisk
nagle zelżał, a wielkie ręce uwolniły moje dłonie. Nie zastanawiając się
odskoczyłam od niego.
- Nie łatwiej było od razu odpowiedzieć? – zapytał
retorycznie. Widziałam jego zdziwienie,
gdy spostrzegł samotną łzę spływającą po moim poliku. Szybko ją
wytarłam. Nie chciałam okazywać mu mojej słabości. Postanowiłam szybko zmienić
temat.
- O czym rozmawiałeś dzisiaj z Austinem?- zapytałam pewnie.
On jedynie dalej spoglądał na mnie melancholijnie opierając się o pień drzewa.
Jak on mnie irytuje.
- Nie słyszałeś, czy może mam ci to napisać? – szybko
dodałam. Czemu ja nie potrafię czasem ugryźć się w język, pomyślałam, gdy Chris
w mgnieniu oka pojawił się przy mnie i trzymając mnie w żelaznym uścisku
powiedział:
- Widzę, że jeszcze będę musiał popracować nad tym twoim
charakterkiem. Ale muszę przyznać, że kręci mnie ta twoja zadziorność.- mówiąc
to delikatnie osunął swoje ręce na moją talie.
- Czemu nie trzymasz się zakładu? Miałeś mnie nie zaczepiać?
– szybko zapytałam drżącym głosem. On lekko się odsunął ode mnie, puszczając
moje biodra. Odetchnęłam z ulgą.
- Jak dobrze pamiętam, to miałem cię nie zaczepiać, jak
jesteś z kimś. A teraz jesteś sama. Tylko ty i ja. Więc praktycznie trzymam się
zasad. – wyjaśnił z tym jego uśmieszkiem na twarzy.
- Wcale tak nie mówiłam. – dodałam głośno przełykając ślinę.
- Ale ja tak mówię! – właściwie krzyknął sprawiając, że moje
serce przestało na chwilę bić. – A wracając do Austina. Możesz już o nim
zapomnieć.
- Ale jak to..? Ty.. Nie masz prawa. Nie możesz tak robić. –
dukałam.
- He he. Ja czegoś nie mogę? Czy ty siebie słyszysz? Chyba
naprawdę nie wiesz z kim masz do czynienia. Jeszcze dużo musisz się nauczyć. A ja z chęcią ci w
tym pomogę. – wyszeptał mi do ucha przygryzając jego płatek. Miałam nadzieje,
że skończy się na tym. Jednak Chris nie przestawał. Jego ręce wędrowały po
całym moim ciele, a ja nawet nie mogłam się ruszyć. W końcu zatrzymał jedną z dłoni
na moim udzie. – Chyba czas na pierwszą lekcję. – jąknął do mnie, po czym
boleśnie chwycił mnie za udo mocno je ściskając. – Spokojnie. Tylko na początku
boli. Potem już nic nie czujesz. – dalej szeptał, a ja zacisnęłam pięść z bólu.
Nagle ból ustał, a ja mogłam złapać oddech. – Chyba nie było tak źle? – ciągnął
dalej. – Jesteś naprawdę dzielna. – powiedział delikatnie masując mnie po
obolałym miejscu. Kiedy to robił z moich ust wydobył się niekontrolowany jęk.
Wiedziałam, że Chris to usłyszał.
piątek, 27 czerwca 2014
ROZDZIAŁ VI (robi się gorąco )
Nie minęło piętnaście minut, a już byłam gotowa do wyjścia.
- Jeszcze tylko woda.- mówiłam sama do siebie chwytając butelkę.
Pamiętam, że
park był niedaleko boiska, więc udałam się w jego stronę. Na moje nieszczęście
był tam Chris. Właśnie rozgrywał jakiś mecz ze swoimi kumplami z „gangu”.
Starałam się przejść niezauważona, ale niestety nie udało mi się to.
- Gdzie tak idziesz maleńka?! – krzyknął jeden z nich.
Postanowiłam się nie odzywać i jak najszybciej zniknąć z pola ich widzenia.
Przyspieszając kroku spostrzegłam, że Chris wychodzi z boiska spoglądając na
krzyczącego spod byka. Ku mojemu zdziwieniu nie kierował się w moją stronę,
tylko na parking. Szczerze, to kamień spadł mi z serca. Jednak moja radość nie
trwała długo. Chris zarzucił na głowę kask i wsiadł na jakiś motor. – To on ma
motor?! – zapytałam się w myślach zdziwiona. Ruszył z piskiem opon. No tak.
Musiał się pochwalić przed kolegami… Skręcił w jakiś zakręt i zniknął mi z
oczu. Teraz mogłam spokojnie poszukać parku. Po jakiś pięciu minutach chyba
dotarłam na miejsce. Przynajmniej tak myślę. Oczywiście zaczęłam od rozgrzewki.
Następnie związałam włosy w kucyka, założyłam słuchawki i ruszyłam. Starałam
się zapamiętywać trasę, którą biegnę, żeby wiedzieć jak wrócić. Gdy powoli
zaczęłam tracić czucie w nogach postanowiłam odpocząć. Wyjęłam słuchawki z uszu
i usiadłam na ziemi, uprzednio kładąc na niej bluzę. Już nie było tak jasno.
Najwidoczniej biegłam dłużej niż myślałam, że wytrzymam. Łapczywie napiłam się
wody i zaczęłam oddychać głęboko, żeby wyrównać oddech.
Wtedy
usłyszałam warkot silnika. Tylko nie to. Obróciłam się. Przekłam pod
nosem. Chris jechał prosto na mnie.
Szybko odskoczyłam, a ten z rozmachem zahamował. Myślałam, że dostanę zawału.
On tylko zdjął kask i spojrzał zadowolony na mnie.
- Ślepy jesteś?! O mało co mnie nie przejechałaś. – zaczęłam
się wydzierać do niego. On jednak dalej bezczelnie się na mnie gapił.
- Głuchy jesteś, czy co?! A poza tym, po co tu przyjechałeś?
Zapomniałeś o naszym zakładzie? – zapytałam podirytowana.
- Nie krzycz tak. Nikt tu nie jest głuchy. Jeszcze zwierzęta
z lasu wypłoszysz. – zaśmiał się zadowolony. Następnie przygryzł wargę i
ponownie się zaczął mi przyglądać.
- Po pierwsze nie krzyczę, tylko próbuje się dowiedzieć
dlaczego mnie śledzisz. A po drugie, to jakbyś nie wiedział, to to jest park a
nie las.
- Jakbyś nie wiedziała, to park się skończył dwa kilometry
temu. Obecnie znajdujesz się w środku lasu i mogę się założyć, że nawet nie
wiesz jak wrócić. – mówił zbliżając się do mnie. Lekko przestraszyły mnie jego słowa. Jednak nie bez przyczyny
uważnie przyglądałam się trasie, którą biegłam.
- Tak się składa, że wiem jak wrócić, więc możesz już sobie
jechać. – syknęłam do niego.
- Hy.. Ale może ja nie chcę jechać. – odpowiedział stojąc
już naprzeciwko mnie. Starałam się nie okazywać mu strachu, choć musze
przyznać, że cholernie się bałam. Byłam sam na sam z tym nie obliczalnym
bandziorem w lesie i na dodatek się ściemniało. Do tego on o tym dobrze
wiedział. Wiedział, że nie mam szans w starciu z nim i nie mam teraz gdzie
uciec. Odetchnęłam głośno i zacisnęłam pięści ze zdenerwowania.
- Nie pamiętasz już o
zakładzie? Miałeś mnie nie zaczepiać. – starałam się mówić tak, żeby nie
usłyszał drżenia mego głosy.
- A czy ja cię zaczepiam? – zapytał delikatnie łapiąc mnie
za zaciśniętą pięść. – Rozluźnij się. Nic ci nie zrobię. –szepnął roztwierając
mą dłoń. Przełknęłam głośno ślinę, gdy poczułam jak jego ręka powędrowała na
moje biodro.
- Chris. Musze już wracać do domu. Robi się ciemno.-
odtrąciłam jego rękę. Pośpiesznie zaczęłam szukać mojego telefonu.
- Tego szukasz? – zapytał trzymając w dłoni moją zgubę i
ukazując swoje wszystkie białe zęby w zadowoleniu. Bez wahania wyciągnął swoją
komórkę i wystukał coś w mojej.
- Ok. Teraz mogę już
ci go oddać. – wyciągnęłam rękę z nadzieją, że tak postąpi.
- Spokojnie. Chyba nie sądzisz, że dostaniesz go za darmo?
–słyszałam jak jego głos się obniża stwarzając dziwne napięcie. – Nie ma nic za
darmo.- dodał przygryzając wargę.
- Chris! To mój telefon. Masz mi go oddać. –powiedziałam załamującym
się już głosem.
- Czy ty się mnie boisz? – zapytał nagle.
- Co?
- Czy się mnie boisz? Nie rozumiesz pytania. – powtórzył
podchodząc do mnie. Ja zaczęłam się cofać. Teraz naprawdę się przestraszyłam.
- Boisz się, czy nie? – zapytał podirytowany. Naglę się
zatrzymałam. Napotkałam przeszkodę, którą było drzewo. Teraz nie miałam gdzie
uciec i go bardzo cieszył ten fakt. Nie dość, ze było ciemno, to na dodatek
było mi zimno. Chris przysunął się do mnie tak blisko, że stykaliśmy się
ciałami. Podobało mu się to. Lubił czuć, że ma władzę. Złapał mnie za
nadgarstki i przycisnął do drzewa.
środa, 25 czerwca 2014
V ROZDZIAŁ ;>
Tak na rozluźnienie przed jutrzejszym dniem wstawiam kolejny rozdział. Miłego czytania moi wy sportowcy <3 :P
- Muszę przyznać, że całkiem niezła z ciebie zawodniczka. I
nie mam tutaj na myśli twoich zdolności. – mówiąc to praktycznie dotykał ustami
płatka mojego ucha. Przeszedł mnie delikatny dreszcz, ale na szczęście szybko
się otrząsnęłam.
- Możemy już mieć to za sobą. Tak się składa, że mi też się
śpieszy.
- No okey. To może ty zaczniesz. No wiesz…dziewczyny mają
pierwszeństwo. – powiedział puszczając mi oczko. Kiwnęłam tylko głową i
ustawiłam się na linii. – Dalej Eva. Uda ci się. – podnosiłam się na duchu.
Pierwszy w
trafiony. Kolejny również. Następne trzy też. Niestety szóstego nie udało mi
się wrzucić. – nie trudno było nie zauważyć chytrego uśmieszku u mojego
przeciwnika. Całe szczęście, że kolejne cztery trafiłam.
- Czyli masz dziewięć na dziesięć. – podsumował.
- Teraz ty. – szybko powiedziałam i oddałam mu piłkę.
Myślałam, że dostanę zawału. Wszystkie osiem
bezbłędnie w trafił. Głośno odetchnęłam. Musiałam to wygrać. Jest!! Ósmy nie w trafiony.
– Nie w traf. Nie w traf. – powtarzałam te słowa jak mantrę. Jeeee!!!!! Nie
wrzucił. Czułam się, jak bym wygrała mistrzostwa.
- Kurwa!!- usłyszałam pełne złości przekleństwo z jego ust.-
I z czego się cieszysz. Masz spokój tylko przez tydzień. Za to przez resztę
twojego pobytu tutaj będziesz miała przesrane maleńka. – wysyczał zbliżając się
do mnie. – Mam już pewne plany wobec ciebie i prędzej, czy później je
zrealizuję. – szepnął mi do ucha poprawiając zwisający kosmyk włosów.
- Życzę powodzenia. – odpowiedziałam udając, że jego
„groźba” wcale mnie nie ruszyła. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do drzwi.
Jednak Chris mocno złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął gwałtownie do
siebie. – Nie żartuję. – wymamrotał chrypliwym tonem rozluźniając uścisk na
ręce. Następnie wyszedł zostawiając mnie wystraszoną na środku sali. – Cudownie
Eva. Sama tego chciałaś. – pomyślałam.
Rano obudziłam
się dosyć wcześnie. Nie chciałam spóźnić się na mój pierwszy trening. Po
wykonaniu podstawowych zabiegów „toaletowych” wyszłam z domu. Byłam zadowolona,
ponieważ wiedziałam o naszym zakładzie z
Chrisem. Caaały tydzień bez jego dogryzek. Wspaniale. Jak byłam na
miejscu pod salą stali chłopacy i oczywiście Chris. Nawet na niego nie
spojrzałam, choć czułam, że mi się przygląda. Ja jednak byłam skupiona na kimś
innym. Austin stał oparty o drzwi wejściowe. Jest naprawdę przystojny. Widząc,
że chcę wejść otworzył je i mnie wpuścił uśmiechając się. Ja bez zastanowienia
odwzajemniłam gest. -Może nie będzie tutaj tak źle. – pomyślałam. Weszłam do
szatni. Dziewczyny już tam były. Przywitały mnie i ruszyłyśmy na sale. Trener
już czekał na nas. Zrobiłyśmy rozgrzewkę i rozpoczęłyśmy grę. Już zapomniałam
jak bardzo kocham ten sport. Mogłabym grać w koszykówkę do końca życia. Nawet
trener mnie pochwalił, że nie źle sobie radzę. Po dwugodzinnym graniu w końcu skończyliśmy.
Byłam padnięta.- Musze zacząć trenować kondycje. – postanowiłam. Gdy się
przebrałyśmy Erick zawołał nas jeszcze na chwilę. Na sali byli również
chłopaki.
- Usiądźcie wszyscy na trybunach. – poprosił. – Mam dla was
dobrą wiadomość. Otóż Olimpijski Ośrodek Sportowy organizuje za tydzień obóz.
Podczas niego uczestnicy będą nabywać nowe umiejętności, szkolić się i takie
tam. Jednak dostają się tam tylko dwie osoby: chłopak i dziewczyna, z każdego
klubu. Postanowiłem, że przez ten tydzień będę obserwował was i żeby było mi
łatwiej wybrać treningi zostaną połączone. Na obóz pojedzie ta para, która
będzie najlepiej się dogadywała oraz, która jest jedną z najlepszych w swoim
klubie. Pod koniec obozu są organizowane zawody, które będą polegały przede
wszystkim na współpracy. Zwycięzcy wygrywają dziesięć tysięcy dolarów dla
reprezentowanego klubu. Mam nadzieje, że uda nam się wygrać. W piątek powiem
wam kogo wytypowałem. A do tego czasu dawajcie z siebie wszystko na treningach
i współgrajcie ze sobą. Przypominam: każdy ma równe szanse. Mam nadzieje, że wszystko
jasne. Możecie się rozejść.
Po tych
słowach wszyscy zaczęli dyskutować na temat tego, kto ma największe szanse na
obóz. Ja postanowiłam jak najszybciej się ulotnić, więc ruszyłam do wyjścia.
Wzięłam swoje rzeczy z szatni i wyszłam na parking. Słońce strasznie grzało.
- Może cię podwieźć? – usłyszałam nieśmiały głos.
- Oo.. Hej Austin. Yymm.. Jeśli to nie problem. –
odpowiedziałam zadowolona. Austin otworzył drzwi od strony pasażera i skinął,
żebym wsiadła. Ja się tylko uśmiechnęłam. Gdy usiadłam cały czas go
obserwowałam. Wspomniałam już że ma nieziemski uśmiech. Niestety moją uwagę
szybko zwróciło coś innego. Chris trzaskając drzwiami wyszedł z hali. Spojrzał
na mnie a potem na Austina, który już miał wsiadać za kierownice. Niestety
szybkim gestem ręki zawołał go do siebie. Chwile rozmawiali. Wydaje mi się, że
Austin był trochę spięty. Z resztą nie dziwie się, bo Chris jest nieobliczalny.
Jak już wsiadł do samochodu ruszył bez słowa, a „badboy” chytrze się uśmiechał
pod nosem. Ciekawe o czym rozmawiali.
- Co chciał od ciebie?
-zapytałam.
- Yyy.. Nic.. To znaczy przypomniał mi, że jutro jest wcześniej
trening.
- Yy..Ok. To wszystko w porządku?
- Tak. – odpowiedział szybko. Przez resztę drogi nie
rozmawialiśmy. Wysadził mnie i odjechał ze zmieszaną miną, nawet się nie
żegnając. Jestem pewna, że to sprawka Chrisa. Musiał coś mu nagadać. O Boże.
Nienawidzę go, nawet jak się do mnie nie odzywa. Ciekawe jakie kłamstwa o mnie
wymyślił. Jednak teraz wolę nie zawracać sobie tym głowy. Muszę się skupić na
treningu. Postanowiłam, że dziś pobiegam po parku, który wcześniej pokazywała
mi Jess.- Może jakimś dziwnym cudem uda mi się do niego trafić.- zaśmiałam się
pod nosem. Ale od czego są przechodnie. Zawsze mogę się zapytać o drogę. –
pocieszałam się.
Jutro koniec roku !!!! :'(
Nie do wiary, że to już koniec. Jutro ostatni dzień sql ! Jak to szybko zleciało.... Nie chcę końca III "a" :'(
III "A" FOREVER!!!!! BĘDĘ TĘSKNIŁA MORDKI :* KOCHAM WAS!!!!!
III "A" FOREVER!!!!! BĘDĘ TĘSKNIŁA MORDKI :* KOCHAM WAS!!!!!
wtorek, 24 czerwca 2014
ROZDZIAŁ IV !!!
Juuu huuu!!! Coraz więcej wyświetleń <3 Oby tak dalej moje czytelniczki :* Miłej lekturki... ^^
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Czy to nie czasem
laska trenera? – powiedział zadziornie. Szczerze to nie wiedziałam, co
odpowiedzieć, więc postanowiłam nic nie mówić. On oczywiście ciągnął dalej.
- No nie wiem, czy twój kochaś będzie zadowolony, jak mu
powiem, że się sama włóczysz wieczorem po sali i na dodatek mnie podglądasz.
- Po pierwsze, to mam ciekawsze zajęcia od patrzenia na
ciebie, jak kaleczysz ten sport. A po drugie, to mój wujek, więc daruj sobie te
dogryzki. – powiedziałam ostro.
- Nie no naprawdę.
Nie domyśliłem się. – czułam jak te słowa przeciekają sarkazmem. – A co do
sportu… to ty akurat masz najmniej do gadania. To że jesteś w drużynie, bo twój
wujaszek jest trenerem nie oznacza, że potrafisz grać. A zresztą, o czym my
mówimy. Jestem pewny, że nawet nie potrafisz porządnie kozłować piłki. – dodał
kpiąco. Czułam jak mi się krew gotuje. Tego już było za dużo! Wiedziałam, że
chce mnie sprowokować. I udało mu się.
- I kto to mówi. Widziałam jak grasz i szczerze tego żałuje.
Nawet nie wiesz co oznacza słowo „podanie” lub „asysta”. A o dryblowaniu piłką
już nie wspominam.
- Skoro sadzisz, że nie potrafię grać, to się zmierzmy.
Wtedy się okaże, kto tak na prawdę jest lepszy. – można było wyczuć jego
pewność siebie na kilometr. Jednak wiedziałam, że dawno nie grałam, więc sama
nie wiedziałam, czy przyjąć wyzwanie.
- Ha ha. Chyba ktoś tu nie jest już taki pewny siebie.
Wiedziałem, że jesteś dobra tylko w gadaniu.
- Nie. Po prostu zastanawiam się, czy będę miała jakieś
korzyści jak cię pokonam. – szybko zripostowałam.
- To zależy jakie masz na myśli. – powiedział nico ciszej
podchodząc do mnie.
- Na pewno nie te co ty. – odpowiedziałam sflustrowana, po
czym się odsunęłam.
- Już nie udawaj takiej niedostępnej…. To jak? Zakładamy
się?
- Nie wiem czemu, ale jakoś mi się ode chciało…
- Tak. Po prostu nie umiesz w trafić do kosza i tyle.-
zaśmiał się.
- Dobra. Ale jeśli wygram to się odczepisz ode mnie.
- Czyli co?
- No nie będziesz do mnie mówił, zaczepiał i takie tam. –
wyjaśniłam.
- Nooo…ok. Ale jeśli ja wygram to… przez miesiąc będziesz
robiła, to co będę chciał. – uśmiechnął się znacząco.
- Chyba w twoich snach.
- To samo mogę ja powiedzieć o twoim żądaniu… No to umówmy
się, że jak ja wygram to tylko przez jeden dzień będziesz spełniała moje
zachcianki, a jak ty, to na przykład przez…tydzień będę ciebie „ignorował”.
- Yhh. No dobra. To co robimy? Może rzuty za trzy?
- Dziesięć na
dziesięć? Ok.
- Ej.. Ale najpierw musze się rozgrzać. No wiesz…ty byłeś
już wcześniej na sali. – wyjaśniłam.
- No dobrze. Tylko
się streszczaj. Nie mam całej nocy. –
dodał teatralnie patrząc na zegarek na nadgarstku.
- Boże czemu? Powiedz czemu? – pytałam sama siebie w
myślach. Chris rzucił mi piłkę, po czym ruszył na trybuny, z których śledził
każdy mój ruch. Czułam, jak jego wzrok błądzi po mim ciele, zatrzymując się
dłużej na pupie i piersiach. Co za cham. Wolałam jednak nie zwracać na to
uwagi. Próbowałam skupić się na piłce. – Boże jak ja dawno nie miałam jej w
ręku. – pomyślałam. Stopniowo przyspieszałam dryblowanie. Na szczęście nie
zapomniałam wszystkiego. W końcu przyszedł czas na mój pierwszy rzut od około
pięciu lat. Niestety piłka odbiła się od tablicy. Chris nie ułatwił mi zadanie,
gdyż ani przez moment nie spuszczał ze mnie oczu. Gdy rzuciłam jeszcze z sześć
nie udanych prób w końcu w trafiłam. Udało mi się jeszcze kolejne osiem razy.
Widziałam, jak badboy’owi rzędnie mina. Dzięki temu czułam się pewniej. Chyba już byłam gotowa.
Ku mojemu zdziwieniu nie byłam taka zła, jak myślałam. Właściwie to nic się nie
zmieniło. O tyle tylko, że byłam wyższa niż pięć lat temu. Spojrzałam znacząco
na Chrisa, który śledził zdumiony, jak kolejna piłka wpada bez szelestnie do
kosza. Pewnym krokiem zszedł z trybun i podszedł do mnie na niebezpiecznie
bliską odległość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)