niedziela, 3 kwietnia 2016

Zmiany

 W końcu znalazłam swojego starego bloga! Nie wierzę. Haha, jaka ja byłam...dziwna. Ale pamiątka jest, a co ważniejsze postanowiłam go kontynułować! Oczywiście trochę zmienie tematyke postów i wygląd bloga. Sama nie wiem jeszcze jak, ale radykalne zmiany na pewną będą. Przez te dwa lata zdązyło się dużo zmienić, ja się zdążyłam zmienić (jestem m.in. pełnoletnia) i nie wyobrażam sobie kontynułować moich fantazji związanych z niejakim Chrisem Brownem. Hahha, na samą myśl się śmieję. Ahh...co to były za czasy. Jednak na dziś to już chyba wystarczy tego wspominania (czeka mnie romantyczny wieczór z niemieckim), więc krótko sie pożegnam: "Cześć" i do następnego! :D

Zmiany

 W końcu znalazłam swojego starego bloga! Nie wierzę. Haha, jaka ja byłam...dziwna. Ale pamiątka jest, a co ważniejsze postanowiłam go kontynułować! Oczywiście trochę zmienie tematyke postów i wygląd bloga. Sama nie wiem jeszcze jak, ale radykalne zmiany na pewną będą. Przez te dwa lata zdązyło się dużo zmienić, ja się zdążyłam zmienić (jestem m.in. pełnoletnia) i nie wyobrażam sobie kontynułować moich fantazji związanych z niejakim Chrisem Brownem. Hahha, na samą myśl się śmieję. Ahh...co to były za czasy. Jednak na dziś to już chyba wystarczy tego wspominania (czeka mnie romantyczny wieczór z niemieckim), więc krótko sie pożegnam: "Cześć" i do następnego! :D

sobota, 5 lipca 2014

ROZDZIAŁ VII :)

- A teraz się boisz? – nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Wiedząc, że nie uzyska odpowiedzi przycisnął mnie jeszcze mocniej. Przez moment nie mogłam oddychać. Czuł mój narastający strach. I chyba właśnie to go jarało. Jednak nie chciałam dać mu tej satysfakcji.
- Nie. – powiedziałam. Moje serce zaczęło jeszcze szybciej bić. Wiedziałam, że go tym wkurzę.
- Na pewno? – warknął mi do ucha, po czym ścisnął moje nadgarstki tak mocno, że aż się ugięłam z bólu.
- Chris przestań….. To boli.. – wydukałam błagalnym tonem. On jednak nie przestawał.
- Podoba ci się? Co? – szeptał mi do ucha przygryzając je dość mocno. Nie wytrzymała już. Z oczu popłynęły mi łzy.
- Chris.. proszę przestań. Boję się ciebie. Cholernie się ciebie boje. Rozumiesz?
         Jego uścisk nagle zelżał, a wielkie ręce uwolniły moje dłonie. Nie zastanawiając się odskoczyłam od niego.
- Nie łatwiej było od razu odpowiedzieć? – zapytał retorycznie. Widziałam jego zdziwienie,  gdy spostrzegł samotną łzę spływającą po moim poliku. Szybko ją wytarłam. Nie chciałam okazywać mu mojej słabości. Postanowiłam szybko zmienić temat.
- O czym rozmawiałeś dzisiaj z Austinem?- zapytałam pewnie. On jedynie dalej spoglądał na mnie melancholijnie opierając się o pień drzewa. Jak on mnie irytuje.
- Nie słyszałeś, czy może mam ci to napisać? – szybko dodałam. Czemu ja nie potrafię czasem ugryźć się w język, pomyślałam, gdy Chris w mgnieniu oka pojawił się przy mnie i trzymając mnie w żelaznym uścisku powiedział:
- Widzę, że jeszcze będę musiał popracować nad tym twoim charakterkiem. Ale muszę przyznać, że kręci mnie ta twoja zadziorność.- mówiąc to delikatnie osunął swoje ręce na moją talie.
- Czemu nie trzymasz się zakładu? Miałeś mnie nie zaczepiać? – szybko zapytałam drżącym głosem. On lekko się odsunął ode mnie, puszczając moje biodra. Odetchnęłam z ulgą.
- Jak dobrze pamiętam, to miałem cię nie zaczepiać, jak jesteś z kimś. A teraz jesteś sama. Tylko ty i ja. Więc praktycznie trzymam się zasad. – wyjaśnił z tym jego uśmieszkiem na twarzy.
- Wcale tak nie mówiłam. – dodałam głośno przełykając ślinę.
- Ale ja tak mówię! – właściwie krzyknął sprawiając, że moje serce przestało na chwilę bić. – A wracając do Austina. Możesz już o nim zapomnieć.
- Ale jak to..? Ty.. Nie masz prawa. Nie możesz tak robić. – dukałam.

- He he. Ja czegoś nie mogę? Czy ty siebie słyszysz? Chyba naprawdę nie wiesz z kim masz do czynienia. Jeszcze  dużo musisz się nauczyć. A ja z chęcią ci w tym pomogę. – wyszeptał mi do ucha przygryzając jego płatek. Miałam nadzieje, że skończy się na tym. Jednak Chris nie przestawał. Jego ręce wędrowały po całym moim ciele, a ja nawet nie mogłam się ruszyć. W końcu zatrzymał jedną z dłoni na moim udzie. – Chyba czas na pierwszą lekcję. – jąknął do mnie, po czym boleśnie chwycił mnie za udo mocno je ściskając. – Spokojnie. Tylko na początku boli. Potem już nic nie czujesz. – dalej szeptał, a ja zacisnęłam pięść z bólu. Nagle ból ustał, a ja mogłam złapać oddech. – Chyba nie było tak źle? – ciągnął dalej. – Jesteś naprawdę dzielna. – powiedział delikatnie masując mnie po obolałym miejscu. Kiedy to robił z moich ust wydobył się niekontrolowany jęk. Wiedziałam, że Chris to usłyszał. 

piątek, 27 czerwca 2014

ROZDZIAŁ VI (robi się gorąco )

Nie minęło piętnaście minut, a już byłam gotowa do wyjścia. - Jeszcze tylko woda.- mówiłam sama do siebie chwytając butelkę.
         Pamiętam, że park był niedaleko boiska, więc udałam się w jego stronę. Na moje nieszczęście był tam Chris. Właśnie rozgrywał jakiś mecz ze swoimi kumplami z „gangu”. Starałam się przejść niezauważona, ale niestety nie udało mi się to.
- Gdzie tak idziesz maleńka?! – krzyknął jeden z nich. Postanowiłam się nie odzywać i jak najszybciej zniknąć z pola ich widzenia. Przyspieszając kroku spostrzegłam, że Chris wychodzi z boiska spoglądając na krzyczącego spod byka. Ku mojemu zdziwieniu nie kierował się w moją stronę, tylko na parking. Szczerze, to kamień spadł mi z serca. Jednak moja radość nie trwała długo. Chris zarzucił na głowę kask i wsiadł na jakiś motor. – To on ma motor?! – zapytałam się w myślach zdziwiona. Ruszył z piskiem opon. No tak. Musiał się pochwalić przed kolegami… Skręcił w jakiś zakręt i zniknął mi z oczu. Teraz mogłam spokojnie poszukać parku. Po jakiś pięciu minutach chyba dotarłam na miejsce. Przynajmniej tak myślę. Oczywiście zaczęłam od rozgrzewki. Następnie związałam włosy w kucyka, założyłam słuchawki i ruszyłam. Starałam się zapamiętywać trasę, którą biegnę, żeby wiedzieć jak wrócić. Gdy powoli zaczęłam tracić czucie w nogach postanowiłam odpocząć. Wyjęłam słuchawki z uszu i usiadłam na ziemi, uprzednio kładąc na niej bluzę. Już nie było tak jasno. Najwidoczniej biegłam dłużej niż myślałam, że wytrzymam. Łapczywie napiłam się wody i zaczęłam oddychać głęboko, żeby wyrównać oddech.
         Wtedy usłyszałam warkot silnika. Tylko nie to. Obróciłam się. Przekłam pod nosem.  Chris jechał prosto na mnie. Szybko odskoczyłam, a ten z rozmachem zahamował. Myślałam, że dostanę zawału. On tylko zdjął kask i spojrzał zadowolony na mnie.
- Ślepy jesteś?! O mało co mnie nie przejechałaś. – zaczęłam się wydzierać do niego. On jednak dalej bezczelnie się na mnie gapił.
- Głuchy jesteś, czy co?! A poza tym, po co tu przyjechałeś? Zapomniałeś o naszym zakładzie? – zapytałam podirytowana.
- Nie krzycz tak. Nikt tu nie jest głuchy. Jeszcze zwierzęta z lasu wypłoszysz. – zaśmiał się zadowolony. Następnie przygryzł wargę i ponownie się zaczął mi przyglądać.
- Po pierwsze nie krzyczę, tylko próbuje się dowiedzieć dlaczego mnie śledzisz. A po drugie, to jakbyś nie wiedział, to to jest park a nie las.
- Jakbyś nie wiedziała, to park się skończył dwa kilometry temu. Obecnie znajdujesz się w środku lasu i mogę się założyć, że nawet nie wiesz jak wrócić. – mówił zbliżając się do mnie.     Lekko przestraszyły mnie jego słowa. Jednak nie bez przyczyny uważnie przyglądałam się trasie, którą biegłam.
- Tak się składa, że wiem jak wrócić, więc możesz już sobie jechać. – syknęłam do niego.
- Hy.. Ale może ja nie chcę jechać. – odpowiedział stojąc już naprzeciwko mnie. Starałam się nie okazywać mu strachu, choć musze przyznać, że cholernie się bałam. Byłam sam na sam z tym nie obliczalnym bandziorem w lesie i na dodatek się ściemniało. Do tego on o tym dobrze wiedział. Wiedział, że nie mam szans w starciu z nim i nie mam teraz gdzie uciec. Odetchnęłam głośno i zacisnęłam pięści ze zdenerwowania.
- Nie pamiętasz już o  zakładzie? Miałeś mnie nie zaczepiać. – starałam się mówić tak, żeby nie usłyszał drżenia mego głosy.
- A czy ja cię zaczepiam? – zapytał delikatnie łapiąc mnie za zaciśniętą pięść. – Rozluźnij się. Nic ci nie zrobię. –szepnął roztwierając mą dłoń. Przełknęłam głośno ślinę, gdy poczułam jak jego ręka powędrowała na moje biodro.
- Chris. Musze już wracać do domu. Robi się ciemno.- odtrąciłam jego rękę. Pośpiesznie zaczęłam szukać mojego telefonu.
- Tego szukasz? – zapytał trzymając w dłoni moją zgubę i ukazując swoje wszystkie białe zęby w zadowoleniu. Bez wahania wyciągnął swoją komórkę i wystukał coś w mojej.
 - Ok. Teraz mogę już ci go oddać. – wyciągnęłam rękę z nadzieją, że tak postąpi.
- Spokojnie. Chyba nie sądzisz, że dostaniesz go za darmo? –słyszałam jak jego głos się obniża stwarzając dziwne napięcie. – Nie ma nic za darmo.- dodał przygryzając wargę.
- Chris! To mój telefon. Masz mi go oddać. –powiedziałam załamującym się już głosem.
- Czy ty się mnie boisz? – zapytał nagle.
- Co?
- Czy się mnie boisz? Nie rozumiesz pytania. – powtórzył podchodząc do mnie. Ja zaczęłam się cofać. Teraz naprawdę się przestraszyłam.

- Boisz się, czy nie? – zapytał podirytowany. Naglę się zatrzymałam. Napotkałam przeszkodę, którą było drzewo. Teraz nie miałam gdzie uciec i go bardzo cieszył ten fakt. Nie dość, ze było ciemno, to na dodatek było mi zimno. Chris przysunął się do mnie tak blisko, że stykaliśmy się ciałami. Podobało mu się to. Lubił czuć, że ma władzę. Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do drzewa.

środa, 25 czerwca 2014

V ROZDZIAŁ ;>

Tak na rozluźnienie przed jutrzejszym dniem wstawiam kolejny rozdział. Miłego czytania moi wy sportowcy  <3 :P

- Muszę przyznać, że całkiem niezła z ciebie zawodniczka. I nie mam tutaj na myśli twoich zdolności. – mówiąc to praktycznie dotykał ustami płatka mojego ucha. Przeszedł mnie delikatny dreszcz, ale na szczęście szybko się otrząsnęłam.
- Możemy już mieć to za sobą. Tak się składa, że mi też się śpieszy.
- No okey. To może ty zaczniesz. No wiesz…dziewczyny mają pierwszeństwo. – powiedział puszczając mi oczko. Kiwnęłam tylko głową i ustawiłam się na linii. – Dalej Eva. Uda ci się. – podnosiłam się na duchu.
         Pierwszy w trafiony. Kolejny również. Następne trzy też. Niestety szóstego nie udało mi się wrzucić. – nie trudno było nie zauważyć chytrego uśmieszku u mojego przeciwnika. Całe szczęście, że kolejne cztery trafiłam.
- Czyli masz dziewięć na dziesięć. – podsumował.
- Teraz ty. – szybko powiedziałam i oddałam mu piłkę.
          Myślałam, że dostanę zawału. Wszystkie osiem bezbłędnie w trafił. Głośno odetchnęłam. Musiałam to wygrać. Jest!! Ósmy nie w trafiony. – Nie w traf. Nie w traf. – powtarzałam te słowa jak mantrę. Jeeee!!!!! Nie wrzucił. Czułam się, jak bym wygrała mistrzostwa.
- Kurwa!!- usłyszałam pełne złości przekleństwo z jego ust.- I z czego się cieszysz. Masz spokój tylko przez tydzień. Za to przez resztę twojego pobytu tutaj będziesz miała przesrane maleńka. – wysyczał zbliżając się do mnie. – Mam już pewne plany wobec ciebie i prędzej, czy później je zrealizuję. – szepnął mi do ucha poprawiając zwisający kosmyk włosów.
- Życzę powodzenia. – odpowiedziałam udając, że jego „groźba” wcale mnie nie ruszyła. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do drzwi. Jednak Chris mocno złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął gwałtownie do siebie. – Nie żartuję. – wymamrotał chrypliwym tonem rozluźniając uścisk na ręce. Następnie wyszedł zostawiając mnie wystraszoną na środku sali. – Cudownie Eva. Sama tego chciałaś. – pomyślałam.     
         Rano obudziłam się dosyć wcześnie. Nie chciałam spóźnić się na mój pierwszy trening. Po wykonaniu podstawowych zabiegów „toaletowych” wyszłam z domu. Byłam zadowolona, ponieważ wiedziałam o naszym zakładzie z  Chrisem. Caaały tydzień bez jego dogryzek. Wspaniale. Jak byłam na miejscu pod salą stali chłopacy i oczywiście Chris. Nawet na niego nie spojrzałam, choć czułam, że mi się przygląda. Ja jednak byłam skupiona na kimś innym. Austin stał oparty o drzwi wejściowe. Jest naprawdę przystojny. Widząc, że chcę wejść otworzył je i mnie wpuścił uśmiechając się. Ja bez zastanowienia odwzajemniłam gest. -Może nie będzie tutaj tak źle. – pomyślałam. Weszłam do szatni. Dziewczyny już tam były. Przywitały mnie i ruszyłyśmy na sale. Trener już czekał na nas. Zrobiłyśmy rozgrzewkę i rozpoczęłyśmy grę. Już zapomniałam jak bardzo kocham ten sport. Mogłabym grać w koszykówkę do końca życia. Nawet trener mnie pochwalił, że nie źle sobie radzę. Po dwugodzinnym graniu w końcu skończyliśmy. Byłam padnięta.- Musze zacząć trenować kondycje. – postanowiłam. Gdy się przebrałyśmy Erick zawołał nas jeszcze na chwilę. Na sali byli również chłopaki.
- Usiądźcie wszyscy na trybunach. – poprosił. – Mam dla was dobrą wiadomość. Otóż Olimpijski Ośrodek Sportowy organizuje za tydzień obóz. Podczas niego uczestnicy będą nabywać nowe umiejętności, szkolić się i takie tam. Jednak dostają się tam tylko dwie osoby: chłopak i dziewczyna, z każdego klubu. Postanowiłem, że przez ten tydzień będę obserwował was i żeby było mi łatwiej wybrać treningi zostaną połączone. Na obóz pojedzie ta para, która będzie najlepiej się dogadywała oraz, która jest jedną z najlepszych w swoim klubie. Pod koniec obozu są organizowane zawody, które będą polegały przede wszystkim na współpracy. Zwycięzcy wygrywają dziesięć tysięcy dolarów dla reprezentowanego klubu. Mam nadzieje, że uda nam się wygrać. W piątek powiem wam kogo wytypowałem. A do tego czasu dawajcie z siebie wszystko na treningach i współgrajcie ze sobą. Przypominam: każdy ma równe szanse. Mam nadzieje, że wszystko jasne. Możecie się rozejść.
         Po tych słowach wszyscy zaczęli dyskutować na temat tego, kto ma największe szanse na obóz. Ja postanowiłam jak najszybciej się ulotnić, więc ruszyłam do wyjścia. Wzięłam swoje rzeczy z szatni i wyszłam na parking. Słońce strasznie grzało.
- Może cię podwieźć? – usłyszałam nieśmiały głos.
- Oo.. Hej Austin. Yymm.. Jeśli to nie problem. – odpowiedziałam zadowolona. Austin otworzył drzwi od strony pasażera i skinął, żebym wsiadła. Ja się tylko uśmiechnęłam. Gdy usiadłam cały czas go obserwowałam. Wspomniałam już że ma nieziemski uśmiech. Niestety moją uwagę szybko zwróciło coś innego. Chris trzaskając drzwiami wyszedł z hali. Spojrzał na mnie a potem na Austina, który już miał wsiadać za kierownice. Niestety szybkim gestem ręki zawołał go do siebie. Chwile rozmawiali. Wydaje mi się, że Austin był trochę spięty. Z resztą nie dziwie się, bo Chris jest nieobliczalny. Jak już wsiadł do samochodu ruszył bez słowa, a „badboy” chytrze się uśmiechał pod nosem. Ciekawe o czym rozmawiali.
- Co chciał od ciebie?  -zapytałam.
- Yyy.. Nic.. To znaczy przypomniał mi, że jutro jest wcześniej trening.
- Yy..Ok. To wszystko w porządku?

- Tak. – odpowiedział szybko. Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy. Wysadził mnie i odjechał ze zmieszaną miną, nawet się nie żegnając. Jestem pewna, że to sprawka Chrisa. Musiał coś mu nagadać. O Boże. Nienawidzę go, nawet jak się do mnie nie odzywa. Ciekawe jakie kłamstwa o mnie wymyślił. Jednak teraz wolę nie zawracać sobie tym głowy. Muszę się skupić na treningu. Postanowiłam, że dziś pobiegam po parku, który wcześniej pokazywała mi Jess.- Może jakimś dziwnym cudem uda mi się do niego trafić.- zaśmiałam się pod nosem. Ale od czego są przechodnie. Zawsze mogę się zapytać o drogę. – pocieszałam się.

Jutro koniec roku !!!! :'(

Nie do wiary, że to już koniec. Jutro ostatni dzień sql ! Jak to szybko zleciało.... Nie chcę końca III "a" :'(
                        III "A" FOREVER!!!!! BĘDĘ TĘSKNIŁA MORDKI :* KOCHAM WAS!!!!!

wtorek, 24 czerwca 2014

ROZDZIAŁ IV !!!

Juuu huuu!!! Coraz więcej wyświetleń <3 Oby tak dalej moje czytelniczki :* Miłej lekturki... ^^
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Czy to nie czasem laska trenera? – powiedział zadziornie. Szczerze to nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc postanowiłam nic nie mówić. On oczywiście ciągnął dalej.
- No nie wiem, czy twój kochaś będzie zadowolony, jak mu powiem, że się sama włóczysz wieczorem po sali i na dodatek mnie podglądasz.
- Po pierwsze, to mam ciekawsze zajęcia od patrzenia na ciebie, jak kaleczysz ten sport. A po drugie, to mój wujek, więc daruj sobie te dogryzki. – powiedziałam ostro.
-  Nie no naprawdę. Nie domyśliłem się. – czułam jak te słowa przeciekają sarkazmem. – A co do sportu… to ty akurat masz najmniej do gadania. To że jesteś w drużynie, bo twój wujaszek jest trenerem nie oznacza, że potrafisz grać. A zresztą, o czym my mówimy. Jestem pewny, że nawet nie potrafisz porządnie kozłować piłki. – dodał kpiąco. Czułam jak mi się krew gotuje. Tego już było za dużo! Wiedziałam, że chce mnie sprowokować. I udało mu się.
- I kto to mówi. Widziałam jak grasz i szczerze tego żałuje. Nawet nie wiesz co oznacza słowo „podanie” lub „asysta”. A o dryblowaniu piłką już nie wspominam.
- Skoro sadzisz, że nie potrafię grać, to się zmierzmy. Wtedy się okaże, kto tak na prawdę jest lepszy. – można było wyczuć jego pewność siebie na kilometr. Jednak wiedziałam, że dawno nie grałam, więc sama nie wiedziałam, czy przyjąć wyzwanie.
- Ha ha. Chyba ktoś tu nie jest już taki pewny siebie. Wiedziałem, że jesteś dobra tylko w gadaniu.
- Nie. Po prostu zastanawiam się, czy będę miała jakieś korzyści jak cię pokonam. – szybko zripostowałam.
- To zależy jakie masz na myśli. – powiedział nico ciszej podchodząc do mnie.
- Na pewno nie te co ty. – odpowiedziałam sflustrowana, po czym się odsunęłam.
- Już nie udawaj takiej niedostępnej…. To jak? Zakładamy się?
- Nie wiem czemu, ale jakoś mi się ode chciało…
- Tak. Po prostu nie umiesz w trafić do kosza i tyle.- zaśmiał się.
- Dobra. Ale jeśli wygram to się odczepisz ode mnie.
- Czyli co?
- No nie będziesz do mnie mówił, zaczepiał i takie tam. – wyjaśniłam.
- Nooo…ok. Ale jeśli ja wygram to… przez miesiąc będziesz robiła, to co będę chciał. – uśmiechnął się znacząco.
- Chyba w twoich snach.
- To samo mogę ja powiedzieć o twoim żądaniu… No to umówmy się, że jak ja wygram to tylko przez jeden dzień będziesz spełniała moje zachcianki, a jak ty, to na przykład przez…tydzień będę ciebie  „ignorował”.
- Yhh. No dobra. To co robimy? Może rzuty za trzy?
-  Dziesięć na dziesięć? Ok.
- Ej.. Ale najpierw musze się rozgrzać. No wiesz…ty byłeś już wcześniej na sali. – wyjaśniłam.
 - No dobrze. Tylko się streszczaj.  Nie mam całej nocy. – dodał teatralnie patrząc na zegarek na nadgarstku.

- Boże czemu? Powiedz czemu? – pytałam sama siebie w myślach. Chris rzucił mi piłkę, po czym ruszył na trybuny, z których śledził każdy mój ruch. Czułam, jak jego wzrok błądzi po mim ciele, zatrzymując się dłużej na pupie i piersiach. Co za cham. Wolałam jednak nie zwracać na to uwagi. Próbowałam skupić się na piłce. – Boże jak ja dawno nie miałam jej w ręku. – pomyślałam. Stopniowo przyspieszałam dryblowanie. Na szczęście nie zapomniałam wszystkiego. W końcu przyszedł czas na mój pierwszy rzut od około pięciu lat. Niestety piłka odbiła się od tablicy. Chris nie ułatwił mi zadanie, gdyż ani przez moment nie spuszczał ze mnie oczu. Gdy rzuciłam jeszcze z sześć nie udanych prób w końcu w trafiłam. Udało mi się jeszcze kolejne osiem razy. Widziałam, jak badboy’owi rzędnie mina. Dzięki temu  czułam się pewniej. Chyba już byłam gotowa. Ku mojemu zdziwieniu nie byłam taka zła, jak myślałam. Właściwie to nic się nie zmieniło. O tyle tylko, że byłam wyższa niż pięć lat temu. Spojrzałam znacząco na Chrisa, który śledził zdumiony, jak kolejna piłka wpada bez szelestnie do kosza. Pewnym krokiem zszedł z trybun i podszedł do mnie na niebezpiecznie bliską odległość.