Podróż minęła dość szybko, na całe szczęście. Gdy bym dłużej
rozmyślała nad tym, czy dobrze robię, za pewne chciałabym wrócić. Jak wyszłam z samolotu zaczęłam szukać
wzrokiem Jessi. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nie wiem jak wygląda. –
Jesteś genialna Eva, genialna! – powiedziałam sama do siebie z ironią w głosie.
Postanowiłam wyjść z lotniska. Może tam ją znajdę. Nadal się rozglądając
poczułam wibrację w kieszeni. Oczywiście dzwoniła Jess. A mi, jak zwykle nawet
nie przeszło przez głowę, żeby zadzwonić do niej i spytać, gdzie dokładnie
jest. Miałam ochotę palnąć się w łeb.
- Halo?- odebrałam grzecznie.
- Wylądowałaś już?
Gdzie jesteś?
- Yymm… Obecnie stoję przed lotniskiem i wypatruję ciebie.
- Szukaj dużego czarnego Rangrovera. Widzisz go gdzieś?
-Yyy…- nerwowo zaczęłam się rozglądać- Tak, tak widzę.-
oznajmiłam z ulgą.
- To ruszaj się, bo jeszcze cały dzień zwiedzania przed
nami. - niemal krzyknęła do słuchawki z
radości.
- Ok. Już idę, idę.
Jak
powiedziałam, tak też zrobiłam. Gdy byłam w odległości jakiś dziesięciu metrów
od samochodu dostrzegłam dziewczynę, która właśnie z niego wysiadała. Jak tylko
napotkała mój wzrok szybkim krokiem ruszyła w moją stronę.
- Cześć kochana. Jak miło cię zobaczyć. Jesteś taka śliczna.
I jakie masz długie włosy. – powiedziała łapiąc mnie za spięty kucyk.- Tylko
czemu ich nie rozpuścisz. Była byś jeszcze piękniejsza. A i nie jest ci gorąco
w tych ciuchach? –zapytała łapiąc mnie za kurtkę – Zaraz się zagotujesz w nich.
- Dodała uśmiechając się. Miała rację.
Ona była ubrana w krótkie szorty i bokserkę, a ja w kurtkę i spodnie. No ale co
mogłam poradzić. Mój mózg zrobił sobie dzisiaj wolne.
- Ciebie również miło widzieć- odpowiedziałam ściskając ją
jeszcze bardziej. – Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam. Dzięki tobie zacznę
wszystko od nowa. Jeszcze raz dziękuję. – dodałam uśmiechając się.
- Ej.. Nie ma za co. Naprawdę. Rodzinie przecież się pomaga.
A poza tym teraz mam przynajmniej z kim chodzić na zakupy. – powiedziała po
czym się obie zaśmiałyśmy.
Podróż do domu minęła w miłej atmosferze. Gdy
dojechałyśmy na miejsce moim oczom ukazał się wielki dom. Aż mnie zatkało z
zachwytu.
- O i mój tata kazał cię przeprosić, że nie mógł ze mną po
ciebie przyjechać. Teraz ma trening z chłopakami i nie udało mu się wyrwać. Jak
będziemy zwiedzać LA to mamy do niego wpaść, bo chce się przywitać.
- Yy..ok. Tylko mam taką małą prośbę. To zwiedzanie LA
możemy przełożyć na jutro? Jestem trochę zmęczona i z chęcią bym się teraz
położyła. – wyjaśniłam z udawaną miną zbitego szczeniaczka.
- Jasne. To tylko się przebierz i szybko zajedziemy do taty i będziemy miały
to już z głowy. A jutro pokaże ci LA i zapoznam z dziewczynami z drużyny.
- Ok. Mi taki układ pasuje.
- O! A pojutrze pójdziemy na zakupy, bo muszę sobie kupić
jakieś nowe ciuchy na wyjazd.
- Jak to wyjazd?
- Tata nic ci nie mówił? Wchodzisz do drużyna za mnie, bo ja
w piątek wyjeżdżam do Waszyngtonu.
- Co?? I ja mam sama tutaj zostać?
- Nie będziesz przecież sama. Tata, dziewczyny z drużyny i
oczywiście ja. No bo od czego są telefony.
- Ale to nie to samo co ty tutaj ze mną. – wyjaśniłam
zawiedziona.
- Eva nie martw się. Dasz sobie radę. A teraz migiem idź się
przebierać. Bo nie zdążę ci pokazać chłopaków z kosza. – dodała puszczając mi
oczko i popychając w stronę drzwi.
Szybko się
ubrałam w szorty i top oraz związałam sobie włosy w luźnego koka. Zeszłam na
dół. Tak. Mój pokój jest na górze i jest nieziemski. Po prostu marzenie. Ale
nie teraz na to czas. Gdy Jess mnie zobaczyła przetarła teatralnie oczy i
powiedziała:
- Ale ty masz zgrabne ciało. Dziewczyno gdzie ty się
chowałaś? – zapytała retorycznie. Ja tylko lekko się zarumieniłam i ruszyłam za
nią do samochodu. Po chwili byłyśmy na miejscu. Stanęłyśmy przed bardzo dużym
budynkiem. Aż mnie dreszcze przeszły. Jess pociągnęła mnie za rękę i ruszyłyśmy
do drzwi. Jak je otworzyła do moich uszu dobiegł głos pisku butów ślizgających
się o parkiet boiska i dźwięk odbijającej się piłki.
- Jest! Jeszcze nie skończyli. No rusz się, to będę mogła ci
wszystkich pokazać.
Po wejściu na
hale wszystkie oczy zwróciły się praktycznie na nas. Nie lubię być w centrum
uwagi, więc szybko podeszłam do wujka, który już czekał na mnie z otwartymi
ramionami. Mocno mnie przytulił mówiąc:
- Nawet nie wiesz jak cieszę się, że zgodziłaś się
przyjechać. Ale wyrosłaś – dodał przyglądając się mi- Masz oczy po swoim tacie.
No i oczywiście dryg do koszykówki. A z resztą… czego to ty nie potrafisz
zdolniacho. – praktycznie wykrzyknął to tak głośno, że wszyscy chłopacy znów
zwrócili swój wzrok na mnie.
- Ja też się cieszę wujku i dziękuję. To bardzo miłe z
twojej strony.
- Trenerze możesz po meczu umawiać się na randki. Tak się
składa, że teraz gramy mecz i potrzebujemy sędziego.- krzyknął jakiś chłopak
mierząc mnie wzrokiem. – Ale ma tupet- pomyślałam.
- Przepraszam cię Eva, no ale widzisz.
- Jasne. Nic się nie stało.
- To my może poczekamy na trybunach. – zaproponowała Jess.
- Yy..Ok.
Przez jakieś
piętnaście minut „ dyskretnie”
wskazywała mi jakiegoś chłopaka z boiska palcem i opisywała go paroma słowami.
Gdy już chyba wszystkich zdążyła mi „przedstawić” szepnęła mi do ucha:
- Aaa…No i oczywiście na koniec zostawiłam najlepsze.
Widzisz tego chłopaka? – wskazała ręką – Tego, który przerwał twoje witanie się
z wujaszkiem.
- Yy… Ach tak. Wiem, który to. Ten w niebieskim stroju?
- Tak. To Chris Brown. Największe ciacho w LA. Oczywiście
według mnie. No i większości dziewczyn.Wszystkie praktycznie na niego lecą, no
bo to jest taki badboy. Rozumiesz? Tatuaże, bójki i takie tam. No przyznaj, że
ciebie też to kręci.
- Szczerze? To nie. Jak na razie to uważam, że to arogancki
dupek, który nie wie, co to szacunek dla trenera.
- Mówię ci. Jeszcze zmienisz zdanie. Skoro nie on, to kto ci wpadł w oko? – zapytała
przekręcając głowę w bok.
- Noo… Trudno mi powiedzieć, alee… Austin wydaje się być w
porządku.
- Masz szczęście, bo jest akurat wolny, więc śmiało możesz
się za niego brać. – dodała szturchając mnie łokciem. Ja jednak to zostawiłam
bez komentarza i skupiłam się na grze chłopaków. Całkiem nieźle grają.
- Ej… Jess, który z nich najlepiej gra? – zagadnęłam do
niej.
- No jak to kto. Chris. On jest we wszystko najlepszy.
- No tak.. Rozumiem. – powiedziałam podirytowana.
Już sobie wyobrażam, jaki to on idealny jest.
-To będzie naprawdę ciekawy rok. – pomyślałam.
Gdy skończył się trening zeszłyśmy do Erica (tak się nazywał
mój wujek) i dokończyliśmy naszą przerwaną rozmowę. Następnie Jess dała mi
kluczyki i poprosiła, żebym już poszła do auta, ponieważ musi porozmawiać z
tatą. Zdziwiła mnie ta prośba, ale się zgodziłam.
Wychodząc z
budynku zastanawiałam się, o czym Jess chce porozmawiać z wujkiem. Oby tylko
nie chodziło o mnie. Powoli podeszłam do samochodu i oparłam się o jego maskę.
-Może trochę się opale czekając na nich.- pomyślałam. Wtedy moją uwagę zwróciły
drzwi, które otwarte kopnięciem narobiły niezłego hałasu. No tak. Chris. Typowy
badboy. Zapomniał do czego służą klamki w drzwiach. Jak tylko skierował wzrok
na mnie, odwróciłam się i zmieniając zdanie, co do opalania się, wsiadłam do
samochodu. Czułam, jak odprowadzał mnie wzrokiem. Jeszcze chwilę stał tak,
gapiąc się bezczelnie na mnie, po czym ruszył pewnym krokiem przed siebie.-
Spokojnie Eva. Będziesz musiała go widywać tylko parę razy w tygodniu. –
próbowałam się pocieszyć.
Po paru
minutach w drzwiach ujrzałam znane mi sylwetki Jess i jej taty. Pojechaliśmy do
domu, zjedliśmy kolacje, trochę porozmawialiśmy i w końcu poszliśmy spać. Od
rana marzyłam o cieplutkim łóżku. Niestety nie było dane mi spać, ponieważ całą
noc zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam przyjeżdżając tutaj. Zasnęłam
dopiero około drugiej w nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz